Biegnę swymi myślami Gdzie nie ma już ścian Murów, które wznosimy sami Barier, w których nie ma już bram Zamkniętych serc i otwartych ran Ze świata, który znam Złudna nadzieja, nierealne sny W których błądzę sam To światło, którego już brak Wieczność plącze nasze drogi Stalowa sępów aureola Chyli się ku upadkowi nieba W ignorancji utopieni Cicho szepcząc swe życzenia Prośby kierujemy w nicość Szukając próżno w niej wytchnienia Rozpościeram ręce, w stronę cienia Otulony jego, bezlitosnym chłodem Patrzę na resztki, martwej nadziei Otulony jej, bezlitosnym chłodem